Spod kapelusza. Zdradziecka morda

Kiedy w niedzielny poranek spojrzałam w lustro, bez przesadnej skromności pomyślałam sobie: podoba mi się ta moja zdradziecka morda. A w tejże oczy, które na widok polskich cudów natury i architektury nabierają wyjątkowego blasku i oczy, które na spotkaniu ze św. JPII uroniły i to nie jedną łzę wzruszenia. Oczy płaczące na filmie o heroizmie powstańców warszawskich i więźniów obozów koncentracyjnych i wzruszone widokiem utalentowanych polskich dzieci i młodzieży. Oczy często zapłakane na widok umierających maleństw i ich matek, które odchodzą z tego świata z braku pieniędzy i właściwej opieki lekarskiej. I wreszcie oczy i łzy skrywane pod ciemnym szkłem okularów, gdy patrzą na nienawidzący się i podzielony przez jednego człowieka naród. Taka jest ta moja zdradziecka morda, a że mówi się o oczach, które są zwierciadłem duszy, to moje rozmyślania o mordzie i kanalii poszły właśnie w tym kierunku.

Dalej myślę sobie, tak stojąc przy lustrze, dziwne, że ta moja morda jest zdradziecka skoro nigdy nikogo nie zdradziła, a już na pewno swoich, wpojonych w domu rodzinnym przekonań. Wiara, uczciwość, patriotyzm. Ta morda jest z siebie dumna. Ona nigdy nie lizała tyłków żadnej władzy, nawet jak na studiach nie dostawała stypendium z powodu przekonań własnych i rodziców i wtedy, gdy nie uczestniczyła w niedzielnych PZPR-owskich czynach społecznych, tłumacząc, że niedzielę się święci, czy publicznie oświadczając, że nie chce uczestniczyć w zajęciach Wieczorowego Uniwersytetu Marksizmu i Leninizmu. Ta sama morda nie maszerowała w pochodach 1-szo majowych i w PRL-u jako wróg ustroju nigdy nie dostała nagrody, mimo że uczciwie pracowała. Nigdy też nie otrzymała przydzielanego przez sekretarza POP dodatku do wczasów pod gruszą, nawet jak była nadwyżka i pieniądze wysyłano z powrotem tam skąd przyszły.

O – i jeszcze to mi się przypomniało. Podczas stanu wojennego ta zdradziecka morda, ukrywała działacza Związku Walki o Niepodległość. I w końcu za to, czy za całokształt została wyrzucona z pracy. Jaką argumentację zapisano w papierach, nie wiem. Morda otrzymała jednozdaniowe wypowiedzenie umowy na podstawie dekretu o stanie wojennym.

I dziś ta sama morda i kanalia boi się, że wróci ten sam partyjny styl. Albo jesteś z nami, albo nie istniejesz. Morda boi się nie o siebie. O swoje dzieci, które ze wszystkich sił starała się wychować na porządnych obywateli i boi się o wnuki, które kocha nad życie.

Dlaczego tak ze wszystkich sił, broniłam – i zawsze będę bronić – niezawisłości sądów jednocześnie zdając sobie sprawę jak bardzo potrzebna jest ich reforma? A no dlatego, że Sąd Najwyższy po zrujnowaniu Trybunału został ostatnim znaczącym bastionem wolności i swobód obywatelskich. Boję się pomyśleć co by się stało, gdy i tego zabraknie. Już dziś wiele krajów europejskich, a także USA i Kanada zaniepokojone są łamaniem praworządności w Polsce. W związku z polityką naszego rządu, nie zaprasza się nas już do ważnych rozmów polityczno gospodarczych na szczeblu unijnym, zrywa się zaplanowane w Polsce spotkania itp.

Słuchając wypowiedzi Jarosława i jego zwolenników obawiam się, że chcą nas wyprowadzić z Unii. A wówczas co z nami będzie? Jak zabraknie dopłat dla rolników, jak nie będzie pieniędzy na drogi, jak nie dostaniemy dofinansowania na różne przedsięwzięcia gospodarcze, kulturalne i naukowe? Czy ktoś pomoże Polsce? Myślę, że będzie kłopot ze znalezieniem chętnych. I co z tego? – zapyta ktoś retorycznie. A no to, że jest ktoś, kto tylko czeka, abyśmy zostali osamotnieni. Będziemy następnym, po Ukrainie, łatwym do zaorania państwem. Dlatego nie gaszę swojej świeczki, bo jej płomień potrzebny jest sądom powszechnym.

Wiesława Kusztal