Prasa bez cenzury

Prasa bez cenzury

20 kwietnia obchodziliśmy Międzynarodowy Dzień Wolnej Prasy, ogłoszony w 1991 r. z inicjatywy Stowarzyszenia Reporterzy Bez Granic.

U podstaw tego święta leży przede wszystkim wzmocnienie i promocja pluralistycznej i wolnej prasy. Artykuł 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka mówi, że „Każdy ma prawo do wolności wyrażania opinii. Prawo to obejmuje wolność posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych i bez względu na granice państwowe.”

W ostatnich latach Polska zajmowała wysoką pozycję w publikowanym rokrocznie przez Stowarzyszenie Reporterów bez Granic rankingu, w których ocenianych jest prawie 180 państw. W rankingu najwyżej znajdują się Finlandia, Norwegia i Dania. W tych krajach przedstawiciele mediów mają największą swobodę w wyrażaniu opinii.

Osoby w moim wieku i starsze doskonale pamiętają czasy cenzury. Wszechobecna PRL-owska cenzura kreowała jedynie słuszny model świata, nie dopuszczając do pluralizmu światopoglądowego. Oficjalne środki masowego przekazu (innych nie było) miały monopol na tworzenie modelu świata zgodnego z oficjalną linią jedynej, słusznej partii rządzącej.

Nasi rodzice i dziadkowie, aby wiedzieć co dzieje się na świecie, zmuszeni byli potajemnie słuchać Radia Wolna Europa, utworzonego w 1949 w Nowym Jorku. Było to wówczas medialne ramię „Narodowego Komitetu na Rzecz Wolnej Europy” z siedzibą w Monachium. Radio to nadawało do krajów tzw. „demokracji ludowej”, które po zakończeniu II wojny światowej dostały się pod wpływy Moskwy. Rozgłośnia Polska Radia Wolna Europa – istniała od 3 maja 1952 do 30 czerwca 1994 r, jej pierwszym dyrektorem był Jan Nowak-Jeziorański. W okresie PRL-u ta rozgłośnia była najczęściej słuchanym i systematycznie zagłuszanym przez komunistyczne władze radiem zagranicznym.

W ostatnich miesiącach na ulicach polskich miast pojawiają się demonstranci, którzy pod hasłem „Wolne Media” protestują przeciwko dokonanym ostatnio zmianom w ustawie o radiofonii i telewizji. To konsekwencja tzw. dobrej zmiany w polskich mediach. Czyżby groziła nam powtórka z historii i powrót do konspiracyjnych mediów?

Wiesława Kusztal
Fot. Ursynów