Antyterrorystą trzeba się urodzić

Gdy tylko gdzieś na świecie terroryści przeprowadzą spektakularny zamach, o którym donoszą wszystkie media, dziennikarze dzwonią do Jerzego Dziewulskiego. Specjalisty do walki z terroryzmem.

Jerzego poznałem w latach dziewięćdziesiątych. Był bohaterem programu „Kariery Bariery” i drwił, jak to milicjant goniąc przestępcę musi trzymać w ręku daszek czapki i raportówkę, żeby ich w pościgu nie zgubić.

Był dowódcą jednostki antyterrorystycznej na lotnisku Okęcie w Warszawie. Szkolił się w siłach specjalnych Izraela. Kierował likwidacją 13 zamachów terrorystycznych, także na pokładach samolotów, wyprowadzając 765 pasażerów z zagrożenia życia. Był ze strony polskiej dowódcą jednej z największych operacji o kryptonimie MOST – przerzutu osób pochodzenia żydowskiego z krajów byłego ZSRR do Izraela.
Spotkaliśmy się, by porozmawiać przy kawie.

ANDRZEJ KWIATKOWSKI: Co robi dziś Jerzy Dziewulski? Pytam, bo umówić się z nim łatwo nie jest?
JERZY DZIEWULSKI: Wiesz, jak wychodzisz z domu i spotykasz kumpli, też policjantów antyterrorystów, to najczęściej jest tak, że któryś z nich mówi: stary, zupełnie nie wiem, co mam dziś robić. To ja mówię, weź się i powieś. Jeżeli nie wiesz, co masz ze sobą robić na emeryturze, to już twój koniec. Zestarzejesz się w rok. Błyskawicznie. Najważniejsze, żeby mieć zajęcie.
Ja takie mam. Prowadzę na różnych uczelniach zajęcia ze studentami. Raz w Radomiu, innym razem w Poznaniu, a jeszcze innym w Warszawie. Prowadzę zajęcia na Śląsku, w Kielcach. Nie nudzę się. Mam co robić. Temat – terroryzm. Nie zawsze biorę za to pieniądze, bo świadomość, że ludzie pojęcia nie mają czym jest terroryzm, jak się zachowywać, jak reagować, jak współpracować ze służbami jest porażająca. Na zajęcia ze studentami przychodzą nie tylko studenci, bo często są to zajęcia otwarte. Przychodzą wykładowcy i ludzie z miasta, którzy chcą posłuchać.

Jak Cię znam, to nie jest jedyne Twoje zajęcie.
(Śmiech) Nie jedyne. Mam kilka samochodów.

No, ale to Twoje hobby.
Tak. To moje hobby, bo kto ma tylko kota jako hobby, ten nigdy normalnie żyć nie będzie. Gorzej, jeśli ktoś za swoje hobby uważa uczestniczenie w życiu politycznym. Taki człowiek jest dla mnie po prostu – przepraszam – idiotą. Bo źle skończy. Wcześniej czy później wyleci z obiegu, będzie musiał odejść i ze swojego hobby zrezygnować. Ja ze swojego nie zrezygnuję i nikt mnie do tego nie może zmusić.

No to karty na stół. Co to za hobby?
Wyścigi samochodowe. Biorę udział w samochodowych wyścigach. Ścigam się na różnych torach w Europie. Pracując kiedyś u prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego poznałem ludzi, których pewnie w życiu bym nie poznał. Inna półka. Ludzie tzw. „błękitnej krwi”. Oni są sponsorami wyścigów. Stać ich na wynajęcie torów wyścigowych, zaproszenie znajomych i zorganizowanie spotkania. Ścigamy się na znanych torach we Włoszech, w Niemczech, we Francji. Próbuję zaprosić ich do Polski. Może się uda zorganizować wyścigi tego towarzystwa na torze w Poznaniu. Chcę jednak powiedzieć, że ta zabawa jest bardzo ryzykowna. Grozi zawałem.

Stres, adrenalina…?
Nie, nie o to chodzi, choć jest i stres, i adrenalina. Ale to nie jest to niebezpieczeństwo, które mam na myśli. Ono przychodzi wtedy, gdy się taki wyścig wygra. Ja wygrałem, jeśli pamiętam, trzeci wyścig. Ale niech nikt nie myśli, że tam się dostaje jakieś nagrody. Ten kto wygrywa, stawia wszystkim kolację. Ogromne ryzyko finansowe. (śmiech, lepiej nie wygrywać).