Z diabelskiej kuchni polowej. Niżej już tylko piekło

Jest takie miejsce pod Brodnicą na krajowej „piętnastce”, na które przyjeżdżają maszyny drogowe, diabelskie kuchnie polowe z asfaltem, przynajmniej raz w roku. To Tama Brodzka.

Pisaliśmy już o tym wielokrotnie, za każdym razem puentując, iż pieniądze wydane na ten cel idą w błoto. Dosłownie, bowiem w bydgoskiej GDDKiA nie przyjmują do wiadomości prostej informacji – ten fragment drogi wymaga modernizacji a nie topienia asfaltu w bagnie.

Prawda – nie jest to łatwy teren. Zapada się pod kołami ciężkich pojazdów. Jest ruchomy, podmokły, bagnisty, w pobliżu jezioro Bachotek. Uznano jednak, że lepiej pakować asfalt, stworzyć pozory równiej drogi, a po roku – jak wszystko się rozjedzie – ponownie. Trudno zliczyć ile tysięcy ton asfaltu ugrzęzło w bagnie. Kierowcy powiadają, że asfalt już sięga piekielnych bram.

Co robić? Każdy drogowiec powinien zacząć projektową pracę od zbadania gruntów, a potem poczynić wiele innych pomiarów. Kierowcy powiadają, że sprawa jest prosta: zastrzyki betonowe, na nich jezdnia, na jezdni asfalt. I jazda! Czy tak?

Być może sprawa jest bardziej skomplikowana, a skoro tak, nie komplikujmy jej dalej poprzez wywalanie asfaltu z diabelskiej kuchni polowej po to, aby jesienią, a może wiosną znów zrobić to samo. Już wystarczy tej zabawy.

Tekst i fot. Bogumił Drogorób